czwartek, 5 lutego 2015

IX

__________________________________________


RANDI
__________________________________________

22.04.1983, Los Angeles

-Cliff pamięta o jutrzejszym wyjeździe?- podczas przerwy śniadaniowej do mojego stolika podeszła Sienna, nowa koleżanka Burtona.-O 19 niech będzie na miejscu. Powiesz mu?- złapała mnie na ręce, nerwowo wbijając w nie długie, czerwone paznokcie. 
-Będziemy- rudowłosa spojrzała na mnie krzywo, po czym pognała w stronę znajomych, dając odetchnąć moim storturowanym dłoniom. Po chwili usłyszałam gromki śmiech przyjaciółki. Tym razem to ja zrobiłam skrzywioną minę. Nie byłam pewna, co zabawnego miała w sobie ta krepująca dla mnie sytuacja.
-Ty...Sienna...Cliff?!?!?!- ponownie zaniosła się chichotem.-Co mnie ominęło?
-Ech... zaprosiła go na biwak, a on powiedział, że przyjedziemy...razem- spuściłam wzrok, zasłaniając twarz włosami. Na mojej twarzy pojawił się lekki rumieniec jak i szeroki uśmiech na samą myśl o basiście. Czuję szczęście..., ale... nie jestem sobą. Nie mogę pozwolić na to, żeby wyłącznie jedna osoba zawładnęła moją duszą. Jestem otwarta na wszystko i wszystkich... jestem dzieckiem natury... Nie mogę być taka jak inne dziewczyny. 
-Eee.... ziemia do Randi!- poczułam lekkie uszczypnięcie w ramię.
-Przepraszam... zamyśliłam się- z trudem spojrzałam na przyjaciółkę, która w dalszym ciągu była rozbawiona. 
-Mogę jechać z wami?- zapytała, na co ja przybrałam zdziwiony wyraz twarzy.
 Yvonne tak samo jak i ja nie zna Sienny i jej znajomych. Są oni bogatymi, znanymi dzieciakami w szkole. Nie mają żadnych wartości, które nie przekładałyby się na materializm. Nigdy nie zrozumieją piękna świata jak i głębi ludzi. Yv twierdzi, że są płytcy. Gardzi nimi. Jest to złe, powinnam to potępiać, ale wolę nie mieć na ich temat zdania, niż pozwolić ponieść się negatywnym uczuciom. 
-C-czemu?- w końcu wydusiłam z siebie zapytanie.
 -Lepsze to, niż obiad z Hope... Blee- dziewczyna wzdrygnęła się na samą myśl.  
 Opowiadała o tym wczoraj. Szkoda mi Larsa, który  przed rodzicielką będzie zmuszony stanąć twarzą w twarz z dziewczyną, która go zraniła. W moim przekonaniu nie zrobiła nic złego. Dała się ponieść atmosferze i nowej znajomości. To całkowicie naturalne, nie powinien się na nią złościć. Mam nadzieję, że zdołają dojść do porozumienia korzystnego dla obu stron. Jednak nie rozumiem jakie korzyści może nieść związek z jedną osobą. 
-Tak, będzie mi miło. Jedna znajoma osoba wśród wielu zapatrzonych siebie...
-... narcystycznych dupków?- dokończyła za mnie.
-Ja bym tego tak nie ujęła, ale tak.- uśmiechnęłam się szeroko do Yvonne.
 Skończywszy konsumpcję naszych zdrowych i wartościowych w wiele witamin śniadań, udałyśmy sie na lekcje. 
__________________________________________


KIRK
__________________________________________

23.04.1983, Los Angeles

 Cały dzień gościłem Larsa w moim pokoju hotelowym. Biedak jest przybity przyjazdem matki. Na początku go nie rozumiałem. Powinien się cieszyć na widok rodzica, a nie rzucać przekleństwami. Jednak po rozmowie-Lars potrafi rozmawiać w miarę poważnie. Pewnie tylko dlatego, że o niego chodzi.- go wyśmiałem. Nie było to zbyt pomocne z mojej strony, ale szczere. Debil już dawno powinien załatwić swoje porachunki z Hope, a nie czekać, aż łaskawie do niego przybiegnie. Nawet jeśli zdradziła, Lars nie jest bez winy. Nie traktował jej z szacunkiem na jaki zasługuje kobieta. Jest mężczyzną przybyłym z epoki kamienia łupanego, zwyczajnym jaskiniowcem.
-Wyłącz ten pierdolony telewizor! Zombie nie pomagają mi w myśleniu kretynie!- wyrwał mi z dłoni pilot. Po chwili ekran zrobił się czarny.
-To nie ja Cię zdradziłem, chuju! Nie wyżywaj się na mnie!- myślałem, że się na mnie rzuci, ale jedynie zacisnął pięści i usiadł obok mnie. Wyssany ze wszystkich sił opadł plackiem na łóżko. Debil.-Zadzwoń do niej i wyjaśnij sytuacje.- zaproponowałem jedyne rozwiązanie, jakie przyszło mi do głowy.
-Nie będę o nic prosił tej dziwki. 
-Jest Ci coś winna- próbowałem pocieszyć kolegę- niezbyt skutecznie. Perkusista przyjął pozycje embrionalną, nakrył się kołdrą. Chyba się nie rozpłacze?
-I co? Mam tak udawać? Przed własną matką?- odkrył twarz. Wpił we mnie błagające oczy. Jak ja kurwa mam mu pomóc?! To nie moja sprawa, nie muszę nic robić...
-Eh... pojadę do niej, pogadam. Stawi się u Ciebie jutro o 14- po chwili namysłu wstałem z łóżka. Założyłem buty, wziąłem kurtkę w rękę. Przeczesałem palcami włosy, po czym skierowałem się do drzwi. Gdy nacisnąłem klamkę, poczułem na sobie wielki ciężar. To Lars wskoczył mi na plecy, jednocześnie dusząc mnie mocnym chwytem.
-Dzięki, Kirk. Dobry z Ciebie kumpel- usłyszałem cichy szept kolegi.
-Spieprzaj- uśmiechnąłem się pod nosem. Czemu to zawsze spada na mnie? Dlaczego akurat dzisiaj chłopakom zachciało się leśnej przygody z licealistami?
__________________________________________


RANDI
__________________________________________

 Podróż samochodem Cliff'a nie była przyjemna. Gdy James dowiedział się, że Yv jedzie na biwak, postanowił do nas dołączyć. Po zajściu na imprezie napięcie między tą dwójką stało się silniejsze niż dotąd. Nie potrafią ze sobą rozmawiać, a przebywanie w swoim towarzystwie oboje wprowadza we wściekłość. Nie wspominając o samochodzie, gdzie siedzieli obok siebie. Całą wycieczkę otoczyła ciemna, chłodna aura. Myślałam, że nabawię się migreny. 
-Już jesteście!- Sienna tanecznym krokiem podskoczyła do Cliffa. Uśmiechnęła się zalotnie, po czym uwiesiła na jego szyi. Chłopak się odrobinę schylił, aby swymi rękami objąć drobną postać. No, nie taką małą, jeśli zwrócić uwagę na jej pokaźny biust.- Chodź, pomożesz mi rozbić namiot- Burton spojrzał na mnie przepraszająco, po czym podążył za dziewczyną. 
-Nie przejmuj się tą suką.- poczułam dłoń przyjaciółki na swoim ramieniu. Ten jeden gest dodał mi odrobinę otuchy mimo, iż nie mam powodów do zmartwień. Cliff jest dorosłym mężczyzną, wie co robi. Każda decyzja jest jego i nikt, w szczególności ja, nie może mieć mu niczego za złe. 
-Ma niezłe cycki- brunetka spiorunowała Jamesa wzrokiem. Ten jak poparzony uskoczył w bok, momentalnie się poprawiając- Pewnie jest pusta jak butelka po piwie.- mimo woli obie zaśmiałyśmy się z tego porównania.- Po za tym... Cliff'a nie kręcą rude.- posłał mi promienny uśmiech. Czasem zastanawia mnie, jakim cudem może tak rozciągnąć usta. Kirk również posiada tą przypadłość.
-Chodźmy rozbić namiot, zanim zrobi się ciemno- każdy z nas wziął swoje rzeczy i ruszyliśmy na przód, ku przygodzie. 

 Godzinę później namiot stał na swoim miejscu, rzeczy pochowane, a ognisko wydawało z siebie ciche iskrzenie oraz piękne kolory w odcieniach czerwieni i pomarańczu. Wszyscy stworzyliśmy krąg, aby ogrzać zmarznięte dłonie. Grupa przyjaciół rudowłosej była liczna. Wraz ze sobą zabrała dwie wychudzone blondynki w pełnym makijażu, który postarzał je o minimum 5 lat oraz pięciu bądź sześciu umięśnionych chłopców, sportowców ze szkolnej drużyny wraz z dziewczynami. Niektóre nie różniły się od siebie niczym. Tylko jedna odcinała się na tle plastikowej gromady. O ile dobrze pamiętam, nazywa się Winter. Jest w moim wieku.
-Ja pierdole, jaka do dupy impreza!- obok mnie na kłodzie usiadła owa dziewczyna. Wręczyła mi butelkę taniego wina, a sama zabrała się za kosztowanie whiskey.
-Po hippie stylu zgaduję, że nie lubisz za mocnych trunków-  podsunęła mi swoją butelkę Jack'a Daniels'a pod nos. Z chęcią wypiłam łyk, po czym zwróciłam trunek nowo poznanej koleżance.
-Dzięki, wystarczy mi wino- odpieczętowałam szkło. W ustach poczułam słodki smak wiśni. Dawno tego nie piłam. Na imprezach, jedynych na jakie chodzę wódka i piwo leją się litrami, natomiast nigdy nie wino. Cieszę się, że choć jedna osoba pomyślała o pełnym zaopatrzeniu. Mimo, iż jest to jedynie biwak w lesie. 
-Skąd ty się tu wzięłaś?- zapytała znienacka, po czym zalała się falą śmiechu. -Sorry, nie chcę być nie miła. Po prostu ciekawi mnie, co taka hipiska robi z tymi pustymi pasztetami- tym razem to ja zachichotałam. Ta dziewczyna jest niemożliwa. Chyba z czasem ją polubię. 
-Chodzę do klasy z tymi dziewczynami- wskazałam palcem na świtę Sienny. Jej przyjaciółki, z widocznym zainteresowaniem podziwiały umięśnienie kolegów, a sama organizatorka zalecała się do Cliffa. Widząc tą sytuację poczułam dziwne ukłucie. Wszystkie mięśnie ciała się napięły, a dłonie próbowały zmiażdżyć przedmiot w moich rękach. Lekko podenerwowana upiłam trochę wina... dopóki butelka nie została opróżniona do końca.
-Ruda nadepnęła Ci na odcisk, co?- Winter zamieniła puste szkło w moich rekach na kolejne. Od razu napiłam się, odruchowo się krzywiąc.- Sorry, mam jedynie whiskey. 
-Tak na prawdę nie zostałam zaproszona na ognisko...Sienna zaprosiła Cliff'a,- kiwnęłam głową w stronę długowłosego- a ja jestem jego kulą u nogi. - dziewczyna ponownie się zaśmiała. Dosyć ciekawa reakcja na moje z lekka upokarzające wyznanie. Nikt nie lubi być pominięty. Bycie piątym kołem u wozu nie jest przyjemne.
-Mnie też te idiotki tu nie zaprosiły- spojrzałam na nią zdziwiona.- Mattias jest moim bratem, a ja jego przyzwoitką. Tak to bywa, jak ludziom rodzą się bliźniaki.
-Masz brata bliźniaka?- rzuciłam z lekką fascynacją. Nie są do siebie podobni ani trochę.-Ale...ty nie chodzisz do naszej szkoły.
-No...nie. Chodziłam do szkoły z internatem, ale z niej wyleciałam. W zeszłym tygodniu wróciłam, więc niedługo będę musiała łazić do waszej budy- szokujące. Brat-sportowiec, siostra-rozrabiara. Minutę później podszedł do nas zadowolony basista- ciekawe z czego.
-Przepraszam,ale...
-Nie tłumacz się- przerwałam wypowiedź Cliff'a w pół zdania. Ukucnął przede mną, ujął moje dłonie. Instynktownie odwróciłam głowę. Moje spojrzenie spoczęło na Winter, która znalazła kolejny powód do podśmiewania się.
-Nie bądź tulipanem. Nie do twarzy Ci w wazonie własnych łez- ujął mój podbródek, obrócił w swoją stronę, abym spojrzała mu w oczy. Nie wytrzymałam powagi, zachichotałam, czym oboje zawtórowali.-Będziesz ze mną w parze podczas gry w podchody?- nawinął końce moich włosów na swoje palce, pociągnął za nie. Poczułam lekki ból skóry głowy, ale zanim się zorientowałam, nasze usta złączyły się w pocałunku.-Proszę?
__________________________________________


KIRK
__________________________________________

 Pojechałem do Hope. Na szczęście grałem niegdyś w jej ogrodzie, więc nie miałem większego problemu z dotarciem do celu. Wcześniej skoczyłem do sklepu po butelkę wódki- na przełamanie lodów.
 Dziwnie się czuję siedząc w domu dziewczyny kumpla. Zwłaszcza, że po wadliwym dniu trzeźwości to ja odwiozłem ją do domu. Dobrze pamiętam, jaka była roztrzęsiona, ale zarazem spokojna. Jakby wiedziała, że kłótnia kochanków kiedyś nastąpi. Nie chcę jej osądzać, ale ciekawi mnie, jak było na prawdę. Zdradziła Larsa? Jeśli tak to z kim? 

-Rozlewaj- postawiła przede mną na szklanym stoliku dwa kieliszki. Odkręciłem butelkę i polałem wódki. Dziewczyna szybkim ruchem chwyciła pięćdziesiątkę i wypiła głębszego.
-Jeszcze- usłuchałem polecenia blondynki. Następnie sam upiłem mocnego trunku, po czym zdecydowałem, że czas zacząć rozmowę- niezręczną zapewne dla nas obojga.
-Nie jestem tu bezinteresownie.- rozpocząłem trochę niezgrabnie.
-Lars Cię przysłał? Sam nie potrafi mnie rzucić?- popatrzyłem na nią osłupiały. Ona czeka, aż Ulrich z nią zerwie? Nie rozumiem tego, albo jestem idiotą. 
-Nie o to chodzi. Przyleciała jego mama i chce, żebyś pojawiła się jutro na obiedzie. Nie wie o waszej...sytuacji.- wypiłem kolejny kieliszek alkoholu, a dokładniej trzy pod rząd. 
-Na którą mam przyjść?- zakrztusiłem się z wrażenia. Nie spodziewałem się, że aż tak dobrze mi pójdzie. Powiedziałem ledwo jedno zdanie i już? Nie musiałem jej namawiać, przekonywać. Jestem w szoku. 
-Lars będzie Ci wdzięczny.
-Nie robię tego dla niego, tylko dla jego mamy. Bardzo lubię tę kobietę- podniosła się z kanapy. Wyniosła pustą butelkę jak i kieliszki. Po chwili wróciła z dwiema szklankami i butelką Bourbon'u.- Zgaduję po twoim spojrzeniu, że chcesz zapytać o zdradę?- bez wahania przytaknąłem, po czym spuściłem głowę w dół. Nie wypada wtrącać się w prywatne sprawy. Zwłaszcza, że znamy się bardzo krótko.
-Nie musisz mówić. Jestem pewny, że to...
-San Francisco, koncert Exodus. Obskurna toaleta. Facet nazywał się Nikki. Jakiś niewydarzony glam.
-Ja pierdole! Z tym chujem?!- zerwałem się z fotela jak poparzony. Byłem pewien, że nie oddała się innemu! Tylko ten jeden osobnik przychodzi mi na myśl. Jeśli Lars się dowie... obedrze ze skóry i Hope i Sixx'a.- Powiesz mu?
-A ty?- zerknęła na mnie swoim kocim spojrzeniem. Chyba ze mną nie flirtuje? Mimo wszystko chcę jeszcze pożyć. 
-Nie, to nie moja sprawa.
-I tak niech zostanie. Jeszcze Bourbon'u?- podniosła się z miejsca. Przemknęła obok mnie subtelnie, napełniła moją szklankę. Usiadła mi na kolanach, jednocześnie pochłaniając zawartość obu kubków.- Co chcesz teraz robić?- pogłaskała mnie po głowie, następnie ugryzła w ucho. Jej zachowanie nie wróży nic dobrego, a ja jestem jedynie facetem. Nikt nie może zbyt wiele ode mnie wymagać. Jedynie ja sam i najwyraźniej teraz ta dama. 
__________________________________________


RANDI
__________________________________________

 Dobieranie par na podchody było męczące i mało skuteczne. Każdy chciał być z kim innym w drużynie. Nikt nie był zadowolony z proponowanych zestawień. Nie mogąc dojść do porozumienia organizatorka stwierdziła, że zabawa w ''7 minut w lesie'' będzie o wiele lepsza, każdego zadowoli. Nie myliła się. Wszyscy z entuzjazmem na to przystali. Usiedliśmy ponownie wokół ogniska. Sienna kręciła pustą butelką po winie, a reszta musiała się dostosować. Na pierwszy ogień w krzaki udał się Noah z Ruby, która według obserwacji Winter jest nim zainteresowana na zabój. Po niecałej minucie dobiegły nas piski jak i próba uciszenia ich. Nie odeszli zbyt daleko. Gdy wypadnie moja kolej będę przygotowana na to, aby wybrać się bardziej w głąb lasu.
 W następnej kolejce poszła Sienna z James'em. U nich było strasznie cicho. Nie dosłyszałam chociażby szeptu czy szumu liści. Natomiast Yvonne.. przez chwilę bałam się, że rozszarpie rudowłosą, gdy ta z uśmiechem na twarzy przyprowadziła za rękę James'a, obok którego usiadła. Położyła mu rękę na udzie, bardzo blisko krocza, po czym drugą kontynuowała kręcenie butelką. Ta noc nie może obyć się bez żadnego spięcia.
__________________________________________




  James się opił .-. świętuje ferie razem z Dave'em, który... gdzieś jest, ale gdzie, tego nie wie nikt. Wraz z moimi pijanymi chłopcami ślemy pozdrowienia do Evie, z którą pękamy ze śmiechu na ask'u.
 Mówiąc o  rozdziale: Miałam piękny plan, aby opisać w dziewiątce całe biwakowanie jak i obiad u Lars'a. Jednak stwierdziłam, że trochę was pomęczę. (Nie)przepraszam i miłego czytania :*