_________________________________________
JAMES
_________________________________________
25.04.1983, San Francisco
Po nocy grania wraz z chłopakami z Exodus, którzy zdecydowali się nas przenocować, cały dzień przespaliśmy. Pierwszy obudził się Lars. Musiał oczywiście wszystkich wyrwać ze snu swoimi torturami. Na pierwszy ogień wybrał mnie. Poczułem coś bardzo ciepłego na twarzy. Przestraszony, że Ulrich na mnie nasikał, zerwałem się z kanapy, którą mi przydzielono. Spojrzałem na kolegę, a ten pękał ze śmiechu.
-Co ty kurwa odpierdalasz?- warknąłem na Larsa. Nie wiem jak on, ale po nie przespanej nocy w lesie jestem tak odrobinę cholernie zmęczony.
Ognisko... gdy usłyszałem o tym pomyśle, od razu poprosiłem Cliffa o zabranie. Z początku sam byłem zdziwiony moim pomysłem, ale nic w tym dziwnego. Odkąd poznałem Yvonne, coś się we mnie zmieniło. Zacząłem spędzać dużo czasu z nastolatką. Z czasem zakiełkowało uczucie. Było nam zajebiście dobrze razem, ale nawaliłem. Zerwałem z nią. Sądziłem, że robię to dla niej, ale to była samolubna decyzja. Byłem młody i głupi... chciałem zaliczać wszystkie dziewczyny zainteresowane początkującym muzykiem. Piętnastolatka uczepiona jak rzep psiego ogona była zbędnym przedmiotem. Tak, rzeczą. Inaczej o niej nie myślałem. Nasze spotkania odbywały się w jeden sposób. Na początku opowiadała, jak jej minął czas, a następnie zabierałem się do rzeczy. Rok później zapoznałem ją z Dave'em. Było to cholernie głupie i niebezpieczne dla niej. Dziewczyna mi przeszkadzała, więc wepchnąłem ją w szpony ćpuna- zajebiście bohaterski czyn z mojej strony. Mimo, iż miałem wolną rękę, byłem o nią zazdrosny. Cały miniony rok myślałem tylko o niej i próbowałem zepsuć relację Mustaine'a z Yv. W końcu się rozstali. Niestety to nie takie proste. Z początku była zła, ale w lesie... rozmawialiśmy. Bardzo poważnie. Było to dziwne uczucie, ale z drugiej strony bardzo dobre. Wyjaśniliśmy między sobą wiele spraw, dzięki czemu możemy stworzyć intymną relację na nowo. Gdy tylko wrócimy do Los Angeles, zabiorę ją na randkę. Może do kina? Pamiętam, że kiedyś prosiłem ją o naukę gry na wiolonczeli. Czyżby to był dobry pomysł na zacieśnianie więzi?
-Ssij pałę!- dostałem poduszką w głowę. Zgromiłem spojrzeniem Larsa, mojego dzisiejszego dręczyciela. Chyba nikt nie potrafi tak mnie wkurwić jak Ulrich. On ma do tego jakiś ukryty talent?!
-Sam ssij, pedale- powiedziałam spokojnie. Po co od razu unosić głos, skoro wszystko można załatwić drogą pokojową. Zwłaszcza, że za kilka godzin zacznie się impreza.
Koło 19 zaczęliśmy przygotowania do nadchodzącej domówki. Pochowaliśmy wszystkie kosztowne rzeczy (wiele ich nie było), poprzestawialiśmy stoły jak i krzesła. Dom musi być szczególnie przygotowany na destrukcję- w końcu to urodziny Paula, a wszyscy wiemy, do czego jest zdolny.
Gdy wszystko było gotowe, pod pretekstem zbyt małej ilości alkoholu wysłaliśmy solenizanta wraz z jego zespołem do sklepu. Chłopcy mieli za zadanie przetrzymania kolegi w markecie przez minimum godzinę. W tym czasie zaczęli się schodzić goście. Głównie panowie, również muzycy. Początkowo byliśmy przerażeni brakiem płci pięknej, jednak po czasie ich liczba diametralnie wzrosła. Lars, jako wolny strzelec, rozglądał się, rozbierał wzrokiem wszystkie kobiety. Nie mogę pominąć faktu, że każda była ubrana skąpo lub przypominała thrasherkę z piekła rodem. Wiadomo, która ich część zainteresowała nas wszystkich. Aczkolwiek pozostaje mi jedynie patrzenie, dotknąć nie mogę. Nie chcę już na starcie burzyć nowej relacji z Yvonne. Wariuję na jej punkcie, ale jest to czasem uciążliwe uczucie.
-James, stary!- wyrwało mnie z zamyślenia powitanie King'a.
-Kerry, grubasku! Dobrze Cię widzieć!- złączyliśmy się w braterskim uścisku.
-Gratuluję, chłopie!- spojrzałem na niego zdziwiony. O co mu chodzi? Żadnej pannie nie zrobiłem dziecka, więc czego mi gratuluje?- gadałem z Yv.- puścił do mnie porozumiewawcze oko. Na ten gest rozdziawiłem usta, a King się roześmiał. Pewnie pomyślał, że składam mu niestosowne propozycje.
Zawsze zastanawiała mnie nić porozumienia między Kerrym a Yvonne. Wiem, że się przyjaźnią, ale nigdy nie widziałem, żeby do siebie dzwonili bądź spotykali się publicznie. Jak widać, są w stałym kontakcie, chłopak jak zwykle jest bardzo dobrze poinformowany. Z jednej strony to dobrze, że młoda Ulrich ma męskiego powiernika, ale z drugiej, jeśli King zna rozmiar mojego penisa?
-Dzięki?- moja niepewna odpowiedź zabrzmiała bardziej jak pytanie. Chyba muszę się napić.
-James, chlejemy!- dosłyszałem krzyk Larsa, znajdującego się po przeciwległej stronie pokoju. Tak, jestem pewny, że muszę się napić.
__________________________________________
YVONNE
__________________________________________Los Angeles
-Yvonne!- krzyknęła mama, gdy rozległ się cichy stukot. Podeszłam do drzwi, pociągnęłam za klamkę. Przed sobą ujrzałam Hope. Zdziwiłam się niemało jej widokiem.
-Mogę wejść?- zapytała z szerokim uśmiechem na ustach. Czyżby się pogodziła z Larsem?
-Jak musisz- wpuściłam dziewczynę do środka. Podejrzliwie zlustrowałam ją od góry do dołu. Nie miałam pojęcia, kiedy zjawi się mój brat, więc postanowiłam wykorzystać nowe źródło informacji.-Chodź- złapałam dziewczynę za nadgarstek, ciągnąc ją do mojego pokoju, nim mama zobaczy przybysza. W takiej sytuacji wstawiłaby kawę i zagadała swoją ulubienicę na śmierć. Niestety nie mam czasu na te wszystkie bzdury, chcę wiedzieć wszystko tu i teraz. Podobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale mimo mojego młodego wieku już dawno utorowałam sobie do niego drogę.
__________________________________________
GARY
__________________________________________
Zabawa toczyła się w najlepsze. Było w chuj ludzi jak i świetnych dziewczyn. Natomiast zabrakło Randi. Cliff się zobowiązał, że ją powiadomi o imprezie, ale najwyraźniej zjebał. Gdyby Los Angeles było nieco bliżej, bez wahania bym do niej pojechał. Może nawet tak zrobię, gdy tylko impreza się skończy?
-Gary, szybciej!- pogonił mnie Paul. Widząc zniecierpliwienie na twarzy kolegi przystąpiłem do pracy. Wysypałem resztki amfetaminy na wygniecioną gazetę. Widząc okładkę zgaduję, że wiele razy była używana przez któregoś z chłopaków.
Starannie podzieliłem pozostałości proszku na dwie nierówne kupki. Mam nadzieję, że Baloff się nie zorientuje z mojego większego przydziału.
-A, stary- kolega wciągnął swoją część w mig, a ja bez namysłu poszedłem za jego przykładem. Po zażyciu magicznego pyłu, opadłem na oparcie krzesła w celu zrelaksowania się. Nie musiałem długo czekać na przypływ dobrego nastroju. Za każdym razem czuję się błogo. Jeszcze nigdy nie miałem złego odlotu. Nie to co Randi, która zdrętwiała już przy pierwszym razie. Skąd miałem wiedzieć, że nigdy nie brała? Dla mnie jest to naturalna czynność, kolej rzeczy, która dopadnie w końcu każdego. Może z wyjątkiem Metalliki. Chleją w chuj dużo, ale jeśli chodzi o narkotyki, udają świętych. Czasem im zazdroszczę tej asertywności, ale jestem młody. Czemu miałbym odmawiać sobie jakichkolwiek przyjemności?
-Ja pierdolę, co ta dziwka tu robi?- ton głosu Paula automatycznie się zniżył, dłonie zacisnął w pięści, każdy mięsień w jego ciele się napiął. Jest on cholernie porywczym człowiekiem, delikatnie ujmując. Nienawidzi pozerów, słabej muzyki, hairmetalowców jak i odmowy.
Podążyłem za wzrokiem kolegi. Moje oczy utkwiły w drobnej rudowłosej postaci, cholernie seksownej dziewczyny w białym, prześwitującym sweterku i obcisłej spódniczce w cętki. Pamiętam ją i chyba nigdy nie zapomnę. Jako jedyna odmówiła Baloff'owi. Poznali się ze dwa mięsiące temu na imprezie w Los Angeles. Mój przyjaciel zainteresował się nią, tak na poważnie. Pierwszy raz mu się zdarzyło, żeby poszedł z laską na dwie randki i nie zaliczył. Sądzę jednak, że bardziej zabolał go fakt, iż go po prostu olała. Po tych dwóch krótkich spotkaniach stała się odporna na jego podchody. Drobna Sienna była inspiracją dla utworu ''No Love''. Aczkolwiek nie jest tego świadoma.
-Paul, spokojnie. W tym pomieszczeniu jest wiele innych dup. Po co się przejmować tą idiotką?- Baloff zaczął się śmiać wniebogłosy. Jego również nasza przyjaciółka amfa poprowadziła w dobrym kierunku.
-Taa... zoologiczny będzie jeszcze otwarty?- zapytał z chytrym uśmiechem na ustach. To mi się nie podoba. Za chwilę coś odpierdoli... nawet wiem, kogo obierze za cel.
Po niecałych dwudziestu minutach Paul powrócił na imprezę. Podbiegł do mnie cały roześmiany, trzymając w prawej ręce mysz. Dokładniej mówiąc, złapał umęczone zwierzę w dwa place za ogon, pozostawiając je w stanie zawieszenia. Ulżyło mi, że przyniósł jedynie tą małą kulkę. Po zapytaniu o sklep zoologiczny bałem się, że zakupi lub ukradnie węża czy piranię. To do niego bardzo podobne. Aczkolwiek również zdziwił mnie fakt, że chce torturować swoją przyjaciółkę jedynie małą myszką. Musi mu zajebiście na niej zależeć mimo, że się do tego nie przyznaje. W gruncie rzeczy Baloff może nie jest świadom tego, że jako istota ludzka może posiadać takie uczucia.
-Masz szczęście- powiedziałem do kolegi, który spojrzał na mnie nic nierozumiejącym wzrokiem.-Sienna śpi, możesz jej wrzucić zwierzę za bluzkę- dokończyłem swoją myśl. Przecież chyba tę czynność planował?
-Chciałem, żeby go zjadła, ale skoro śpi...- zmieniam zdanie, jednak mu na niej nie zależy. Chociaż...? Nie ważne, nigdy nie zdołam odgadnąć myśli Paula. Nawet nie chcę. To zbyt przerażająca perspektywa.
Po wciągnięciu wyżebranej od jednego z gości działki, przystąpiliśmy do działania. Paul zakradł się do dziewczyny, gdy Burton ją zostawił pod opieką równie nagrzanej jak my, czarnowłosej dziewczyny i Larsa. Gdy ja z obrzydzeniem obserwowałem obściskujące się gołąbeczki, Paul w tym czasie wrzucił mysz pod bluzkę Sienny. Z początku dziewczyna nie zareagowała na buszujące w jej piersiach stworzenie. Dopiero po kilku minutach została wyrwana ze snu. Zaniosła się krzykiem i ze łzami w oczach zaczęła tańczyć po pokoju. Z pomocą nadszedł jej Burton. Bez wahania włożył rękę pod jej ubranie i wyjął szkodnika. Z uśmiechem na twarzy pogłaskał małe stworzonko, podając je z kolei przerażonej dziewczynie. Sienna omiotła wzrokiem zwijającego się ze śmiechu Baloffa. Podeszła do niego z wyraźną nienawiścią wypisaną na twarzy. Wolną rękę uniosła w górę, wymierzyła policzek swojemu oprawcy. W pomieszczeniu rozległ się głośny plask. Baloff natomiast był zdezorientowany i nie wiedział, jak się zachować. Pocałował dziewczynę w policzek, po czym ruszył na poszukiwanie alkoholu. Po prostu był naćpany.
_________________________________________
JAMES
__________________________________________Godzinę, dwie później w domu zrobiło się tłoczno. Przez ten czas każdy zdążył wypić sporą ilość alkoholu, przez co nikt nie zauważył przybycia solenizanta, bawiąc się w najlepsze. Początkowo Baloff był wkurzony, że organizujemy imprezę bez niego. Wtedy rozległo się cholernie głośne i pijackie ''Sto lat''. Chłopak zaczął się śmiać, chwycił butelkę piwa i dołączył do zabawy. W między czasie doszło kilka nowych osób, odbyło się składanie życzeń i pogo, po którym zostaną dziury w ścianach.
-No mówię wam, kurwa, że tak!- mały Duńczyk skakał w górę i w dół, ostro gestykulując przy tym rękami. Rozmowa zaczęła się niewinnie. Od dziewczyn przez piwo po muzykę. Od dobrych 45 minut Lars zacięcie kłócił się z Tomem Huntingiem o to, kto jest lepszym perkusistą. Oczywiście każdy z nich jest dobry w swoim fachu, ale to im nie wystarczy. Muszą uzgodnić, kto jest lepszy.
-Spierdalaj! Moje bębny są zajebiste- rzucił Tom. Niestety Lars nie zrozumiał żartobliwej aluzji, przez co cały poczerwieniał na twarzy. W pewnym momencie bałem się, że wyniknie z tej sytuacji bójka.. Z doświadczenia wiem, że każdy w rodzinie Ulrich najpierw robi, potem myśli. Dużo później.
-Odszczekaj to, albo Cię kurwa pozwę!- wycelował palec wskazujący w Huntinga. Niestety stali za blisko siebie, przez co palec Larsa wylądował w oku chłopaka. Ten złapał się za twarz i zaczął kląć na Duńczyka. Eh... i kto powiedział, że po alkoholu jest łatwiej?
-Chłopaki, dajcie spokój- stanąłem pomiędzy nimi. Kurwa, to Cliff jest od negocjacji. Gdzie on się do cholery podział? Ekspresowo omiotłem wzrokiem otoczenie. Bez problemu znalazłem basistę w ciemnym odosobnionym kącie. Siedział na podłodze popijając browara wraz z dziewczyną. Na pierwszy rzut oka glam dupa, po bliższym przypatrzeniu się, można rozpoznać w niej Siennę.... Sienna?! Co ona tu robi?! Czyżby Cliff ją tu zaprosił? Nie, niemożliwe. Przecież ostatnimi czasy ciągnie go do małej hippiski. Czemu tak nagle miałby zmienić kierunek zainteresowania? Nie, James, ogarnij dupę! Oni tylko rozmawiają. Burton jest po prostu miły... jak zwykle. Może to dlatego dziewczyny za nim przepadają?
-Ja pierdolę! Tom, sorry! Nie chciałem- dosłyszałem paniczny krzyk Larsa. Musiał się nieźle najebać, skoro ma takie zajebiste huśtawki nastrojów. Z drugiej strony... on ma tak zawsze, nawet na trzeźwo (pomijając fakt, że nigdy nie jest trzeźwy. Tak jak i ja).
-Witaj, Koteczku- poczułem kopnięcie w plecy. Spodziewając się widoku naszego byłego gitarzysty, powoli odwróciłem się w stronę przybysza. Nie myliłem się. Moim oczom ukazał się nikt inny jak Dave. Spojrzałem na niego niechętnie. Rozstaliśmy się we wrogiej atmosferze, a jego przybycie do San Francisco nie wróży nic dobrego. To spotkanie może skończyć się źle.
-Cześć, Dave- mocno zaakcentowałem imię kolegi. Mimo, że bardzo dobrze się dogadywaliśmy, czuję się dziwnie stając z nim twarzą w twarz.
-Miło Cię widzieć...albo i nie- zaśmiał się gardłowo, wraz z kolegą.-Gdzie moje maniery. Het, to jest Ellefson, mój znajomy. Pracujemy razem.- spojrzałem na niego zdziwiony. On i praca? Serio?
-Co właściwie robisz?- moje pytanie zabrzmiało bardziej dociekliwie niż planowałem.
-Pracuję nad nowym zespołem- w tym momencie to ja zaniosłem się chichotem.- Może kiedyś pojedziemy razem w trasę?- obrócił się na pięcie i odszedł. Mam nadzieję, że z dala od tego miejsca. Nie mam ochoty go widzieć w najbliższym czasie. Nie, dopóki wciąż chodzi nagrzany.
__________________________________________
Kolejny rozdział, który zrodził się w bólach. Szału nie ma, dupy nie urywa, jednak zawsze mogło być gorzej (chyba?).
Chciałabym bardzo przeprosić wszystkich, u których narobiłam sobie zaległości. Powoli zacznę je nadrabiać, prawdopodobnie jutro, gdyż będę miała więcej czasu. Przepraszam jeszcze raz i do zobaczenia ;)
PS: Evie, wrzuć na luz. W następnym bądź jeszcze kolejnym rozdziale pojawi się nowa koleżanka na E, tak jak obiecałam.

